<title_newspaper=Trybuna Ludu> 
<title_article=Wasno ludzi szczliwych> 
<author_1=Marian Bielicki>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1953>
<month=4>
<date=1953-04-14>
<period=d>
<status=1_obieg>
Otoczone piercieniem malowniczych gr, zbiegajcych zielonymi zboczami ku brzegom jeziora syci si Handou ciepem soca. Po jeziorze, ktre mdro i praca pokole przeksztaciy w wodny ogrd z klombami i kwietnikami, poprzecinany ciekami lotosu i alejami szumicymi listowiem na wskich i dugich groblach  leniwie pyn dki. Dolatuj z nich dwiki piosenek i gwar ludzkiej radoci. Haaliwe wycieczki wypeniaj miechem mury prastarych wity nad brzegami Si Chu (zachodniego jeziora). Smuka iglica pagody na jednym z okalajcych miasto wzgrzy od tysica lat cierpliwie pnie si w oboki. czy mona dziwi si, e tu w krlestwie pikna przyrody, w miecie, nazwanym przed wielu wiekami rajem na ziemi  natchnienia szukali poeci i malarze? Niczego nie poskpia natura temu miastu; ani barw, ani soca, ani kwiatw, ktrych zapach zwaszcza przed wieczorem odurza.
Wczorajsze i dzisiejsze ycie Handou.
Pikne i radosne byo Handou zawsze. Ale nie cae. Im dalej od brzegw jeziora, tym wsze s uliczki, tym mniej toncych w ogrodach willi. Tu, z dala od Si Chu mieszkali ci, ktrym nie wolno byo korzysta z pikna. Ci, ktrych krwawy trud i ndza pozwalay garstce bogatych nierobw wypoczywa nad brzegami jeziora. Tu byo to drugie Handou  nie opiewane przez poetw i nie uwiecznione na barwnych ptnach przez artystw. Tu byo Handou kulisw, gdzie gd nka ludzi od niepamitnych czasw. W maych kurnych lepiankach, w szaasach z bambusu i trzciny gniedzili si ludzie najciszej pracy.
Dzi niejedna lepianka porzucona przez dawnych mieszkacw runa. Niejedna chaupa wieci pustk. A gdzie s ich waciciele...?
Czerwieni si mury pitrowych i dwupitrowych domw. Modziutkie, cienkie niby trzcina drzewka koysz si pod tchnieniem wiatru.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
